Five young journalists write about Auschwitz.
piątek, 26 stycznia 2007
Palec w ranę czyli o wystawie

Trwają przygotowania nad zmianą charakteru wystawy prezentowanej w blokach muzeum Auschwitz-Birkenau. 

Muzeum teraz

Ewelina Matusz, przewodniczka, brała udział w burzy mózgów, w czasie której pod dyskusję poddano wygląd dzisiejszej ekspozycji (pochodzącej z 1954 roku). Przyznaje, że wystawa ma zdecydowanie przestarzałą formę. Należałoby zmienić kilka rzeczy, tak by stała się ona dużo przystępniejsza dla przeciętnego odwiedzającego.

Do zmiany

Przede wszystkim gabloty poziome na ekspozycje pionowe. Wystawie brakuje również indywidualizacji ofiar, opisów streszczających ludzkie koleje losu. W efekcie ekspozycja podkreśla to, co hitlerowcy zrobili z wielonarodowościowym tłumem – zamienili człowieka w nic nie znaczący numer. To co szczególnie przykuwa uwagę, to brak ekspozycji poświęconej oprawcom, jak również brak podkreślenia miejsca egzekucji komendanta obozu Rudolfa Hossa. Możnaby również ulepszyć akustykę miejsca. Ale najistotniejsze miejsce w sporze zajmuje sposób prezentacji włosów. Matusz uważa, że, należy pochować szczątki ludzkie. Najlepiej w piwnicy uczynić symboliczny grób tak by zwiedzający mogli oglądając ekspozycję patrzeć z góry. W ten sposób możnaby oddać hołd tym pozostałym szczątkom ludzkim, a jednocześnie prezentować niezaprzeczalny dowód zbrodni.

To trochę, jak włożenie palca do rany - mówi Matusz. - Ale i tak myślę, że ten element ekspozycji powinien być prezentowany.

Sylwia Mróz

07:51, interjournalists , Teksty po polsku
Link Komentarze (1) »
Zwyczajna-Niezwyczajna przwodniczka

Ewelina Matusz ma za sobą ponad jedenastoletnią praktykę w przewodnictwie po obozach Auschwitz-Birkenau. Do zawodu powróciła po dwudziestu pięciu latach przerwy. Po urodzeniu córki nie była w stanie oprowadzać. Miała koszmary - śniło jej się, że znajduje się w obozie i podczas apelu SS-mani zabierają jej dziecko.
Wszystko zaczęło się od wujka, byłego więźnia, który od najwcześniejszych lat podsuwał swej siostrzenicy literaturę obozową. Była jego pupilką. Z informacją o kursie na przewodników po Auschwitz-Birkenau spóźnił się, gdyż kurs w najlepsze trwał, gdy powiedział o tym Pani Ewelinie. Ale postawiła sobie ona za punkt honoru opanowanie wszystkich wiadomości i poprosiła Pana dyrektora o możliwość eksternistycznego zdawania egzaminu. Egzamin zdała śpiewająco.
Następnie oddała się pracy przewodnickiej - bardzo pasował jej kontakt z ludźmi, to że jej zajęcie jest dla niej interesujące, choć czasem również przygnębiające. Wówczas Auschwitz odwiedzały głównie grupy dorosłych, na ogół z zakładów pracy, a nie tak jak dziś wycieczki szkolne.
W ciągu czterech lat pracy wzięła ślub, urodziła córkę i na jakiś czas rozstała się z zawodem. Jednak gdy po urlopie macierzyńskim chciała się sprawdzić w oprowadzaniu, stwierdziła, że nie potrafi teraz tego robić. Zajęła się więc nauczaniem historii w pobliskiej szkole. I tak minęło blisko dwadzieścia pięć lat. Do czasu, gdy ze swoją ostatnią klasą przyjechała na wycieczkę do Birkenau. Przewodniczka, która ich wówczas oprowadzała po obozie preferowała surowy i oschły styl opowiadania. Nie na to przygotowała pani Ewelina swych uczniów. Wcześniej mówiła im o historiach poszczególnych osób, związkach łączących poszczególnych więźniów, ale nic takiego w czasie oprowadzania nie usłyszeli. Można powiedzieć, że wówczas poczuła pierwszy impuls, który sprawił że powróciła do zawodu.
Był to jej ostatni rok w szkole. Jednak jej żywiołowa natura nie pozwoliła jej pozostać w domu. Była już na emeryturze, ale ciągle czuła, że ma jeszcze coś do zrobienia. By przełamać własny lęk przyszła sama do obozu, by sprawdzić na ile może jeszcze to robić. Pomyślała: czemu nie spróbować? Musiała na nowo zdobyć uprawnienia przewodnickie, a następnie przekonać do siebie zarząd muzeum, by móc po kursie znaleźć pracę. Cała kadra przez te wszystkie lata się zmieniła i nikt już jej nie pamiętał. Rozmawiając z dyrektorka wspomniała o swym wieloletnim doświadczeniu pedagogicznym. Ktoś taki nie mógł się marnować ścierając kurze w domu... Rozpoczęła pracę.
I tak minęło kolejne jedenaście lat. Od czterech lat współpracuje z MDSM i bardzo chwali sobie wszelkie grupy seminaryjne, które na zwiedzanie byłych obozów koncentracyjnych mają znacznie więcej czasu niż przeciętny odwiedzający. Szczególnie zapadło jej w pamięć oprowadzanie grupy chłopaków z poprawczaka. Dzień był pochmurny i szarawy, jak to często w Auschwitzu bywa, zanosi na deszcz. Gdy podeszła do grupy chłopaków rozpoczęła od uprzedzenia o tym, że trzeba będzie również chodzić po przestrzeni otwartej, więc lepiej by się pozapinali, nałożyli czapki i kaptury. Widać nie byli oni przyzwyczajeni do takiej troski i starali się być wobec przewodniczki uprzejmi. Dopiero w Bloku 11, oglądając podziemia gestapowskiego więzienia jednemu z chłopców wyrwało się "O proszę Pani! Ale oni mieli wtedy przerąbane!"
Dziś pani Ewelina nie miewa już żadnych koszmarów. Śni jej się jedynie czasem, że opowiada coś jakiejś grupie i dopracowuje w ten sposób pewne tematy w zgodzie z prawdą historyczną przez sen. Przyznaje się też do tego, że czasem łamie jej się głos, ale wówczas na chwilę przerywa opowieść i zagaduje grupę o pogodę czy inny neutralny temat, który pozwala jej na chwilę wyłączyć psychikę i nie myśleć tylko o zbrodni, jaka miała tu miejsce. Przyznaje, że musi być silna i odporna, by móc o tym opowiadać. A w końcu ktoś musi to robić.
Pracę swoją traktuje również jako pewną misję. Jak mówi, im więcej ludzi o tym wie i im więcej jest w nich refleksji na ten temat tym większa szansa że uda się ludzkości uniknąć kolejnej tragedii. Choć ciągle człowiek nie jest wolny od zła, to należy robić wszystko, by nie pobudzać ludzkiej nienawiści. By znów nie odrodziła się ze zdwojona siłą.

Sylwia Mróz

07:49, interjournalists , Teksty po polsku
Link Komentarze (1) »
czwartek, 25 stycznia 2007
Eins, zwei Polizei
-Where do you come from?
-I come from Poland.
-Ah... Holland! Amsterdam..
-No, not Holland.
P O L A N D..
-Ou. Poland... Auschwitz.


In den Gesprächen mit verschiedenen Personen, denen ich begegnet bin, wurde ich oft mit solchen Klischees über Polen konfrontiert. Auschwitz ist für manche Leute der Begriff, wenn sie das Wort Polen hören. Aber leider nicht jeder setzt sich wirklich mit dem Thema auseinander, wie schrecklich und zerstörerisch diese Katastrophe eigentlich war. Doch der Holocaust hat nicht nur die Juden betroffen, obwohl sie 90% der Opfer in Auschwitz-Birkenau ausmachten. Können sich die Menschen diese unendlich große Zahl an Opfern überhaupt vorstellen? Kann sich jemand anhand dieser Zahlen das Ausmaß und den Charakter dieses Verbrechens vorstellen?

„Niemand wird im Stande sein die ganze Wahrheit über Auschwitz zu erzählen, wenn die letzten Zeugen des Holocaust sterben. Diese Wahrheit kann man sich nicht vorstellen, sie übersteigt die Vorstellungskraft jedes Menschen, der es nicht selbst erlebt hat. Für Leute, die das Glück hatten in den Zeiten des Friedens zur Welt zu kommen und für diese, die noch geboren werden, wird das Konzentrationslager Auschwitz zu einem tragischen aber auch menschenlosen Symbol. Zu einem Symbol, das tot wie ein Grab auf dem Friedhof steht, trotz der riesigen Gröβe dieses Friedhofs. Diese Tausende von Menschen, die ermordet, zu Asche und Rauch wurden, sind sowieso für die meisten nur eine tote, unwichtige Zahl, nur ein Begriff“. - erzählt der ehemalige Häftling aus Auschwitz, Mieczyslaw Kieta.


In Auschwitz haben wir uns mit einem anderen ehemaligen Häftling, mit Herrn Kazimierz Smolen getroffen, der wegen der Mitarbeit mit der Widerstandsbewegung verhaftet wurde. Man hatte ihn in Tarnow, Auschwitz und Birkenau in Haft gehalten. Mit dem letzten Todesmarsch am 18. Januar 1945, also vor 62 Jahren wurde er zuerst ins Lager nach Mauthausen und dann nach Melk und Ebensee versetzt.

Mit der vorüberziehenden Front in Richtung West wurde Kazimierz Smolen immer weiter ins Dritte Reich versetzt. Nach dem II. Weltkrieg studierte er Jura an der Jagielloner Universität in Krakau, wie er selber zugibt, „um nicht in die totale Verzweiflung und Depression zu geraten, sondern, um einfach weiter zu leben und dem Leben immer wieder einen neuen Sinn zu geben.“ In vielen Prozessen gegen die Naziverbrecher machte er Aussagen. Über die Zeit im Lager spricht er sehr flieβend und gewandt. In diesem Gespräch will er uns jedes Detail mitteilen, aber gleichzeitig ist das ein kurzer und bündiger Monolog. In einer Stunde haben wir die ganze Geschichte von Herr Smolen gehört: wie kam er ins Lager, auf welche Art und Weise überlebte er (er bekam die Stelle als Schreiber in der Politischen Abteilung) und was geschah mit ihm nach dem Krieg. Ohne überflüssige Digressionen erzählt er die ganze Geschichte so, wie sie war. Wir hören uns aufmerksam das Zeugnis des Überlebenden an und versuchen es zu verstehen; obwohl wir wissen, dass das eigentlich kaum möglich ist.

Keine Generation lebt, schafft und schlussendlich keine stirbt nur für sich. Die Erinnerung an das alles, was in Auschwitz passierte, ist ein Teil der unausgezahlten Schulden, die die Menschheit den Opfern der Geschichte gegenüber einbezogen hat. Wenn wir sie vergessen würden, würden wir in der Geschichte nicht existieren.
Sylwia Mróz (click for the other texts by Sylwia)

Übersetzung: Dominika Antosz (nantosz@wp.pl)

20:33, interjournalists , Texte auf Deutsch
Link Dodaj komentarz »
Najważniejsza była nadzieja

        Ci którzy ocaleli rzadko mówią o swoich przeżyciach z przeszłości. Chcą odciąć się od tego koszmaru, który prześladuje ich nieustannie.Ale o tym nie da się zapomnieć.  Jeden z mężczyzn którym udało się przetrwać, dopiero niedawno odwiedził Auschwitz i postanowił po raz pierwszy opowiedzieć o koszmarze który  go spotkał. Jest nim Wilhelm Brasse, który w obozie pracował jako fotograf. Jego przeżycia są wstrząsające , musiał robić zdjęcia ludziom którzy cierpieli, byli na skraju wyczerpania, umierali. przeżywał tę tragedię ludzką podwójnie: jako zwykły człowiek i jako fotograf.

Jedyną rzeczą która pozwoliła tym ludziom przetrwać była nadzieja na zwycięstwo i na normalne życie - mówi Kazimierz Smoleń, były więzień obozu. Opowiada nam o życiu w obozie. Nieludzkie traktowanie, poniżanie i zabijanie było tam codziennością, która dotykała setki, tysiące, a nawet miliony  niewinnych ludzi. Warunki w których ludzie musieli żyć były straszne i upokarzające, dla nas wręcz niewyobrażalne. Każda kromka chleba, kropla wody była na wagę złota, ponieważ panował tam głód. W obozie często mówiono o jedzeniu, wspomina Smoleń, gdyż to pozwalało  choćby psychicznie zaspokajać tą potrzebę niezbędną do życia. To co działo się w obozie trudno nazwać jednak życiem.

Anna Malinowska 

18:01, interjournalists
Link Komentarze (1) »
about Sylwia



Sylwia

As you can see Sylwia’s glasses are the most striking element of her appearance. What you can’t see is the most colorful clothes she wears. She is on Culture Studies in Warsaw. Having an amazing hobby she writes her master thesis about Pippi Langstrumpf. She loves hitch-hiking. In this way she travelled around Europe. She wants to be a travel guide around Warsaw and make people like this place more than they do it now.

written by Kasia

tramplady@gmail.com
18:00, interjournalists , Sylwia Mróz
Link Dodaj komentarz »
Die Augen eines Kindes in Auschwitz

Ein schwarz-weißes Foto. Eins von Vielen in Auschwitz. Es wurde auf ca. ein mal ein Meter vergrößert, vielleicht auch kleiner. Für mich jedenfalls ist es riesig. Auf dem Bild ist ein Kind zu sehen. Ein Mädchen oder ein Junge, das kann ich nicht unterscheiden. Zwei Jahre alt, so viel weiβ man. Über dem aufgeblähten Bauch sieht man genau die Linien, die die Rippen hinterlassen. Das Kind hat gekreuzte Beine und Hände, deren Größe völlig unproportional zum Rest des Körpers ist.

Die Kinder im Lager sahen so aus, weil sie ausgehungert und vernachlässigt waren- so erklärt es die Museumführerin Ewelina Matusz. Es ist so als ob die Kinder sich in der Entwicklung zurückziehen würden. Aus diesem Grunde diese Embryonalposition. Dasselbe Kind sehe ich dann später in einem Film über die Befreiung von Auschwitz. Es bewegt seine Hände und Beine und es liegt auf einem Tisch. Die Lippen formen einen Schrei, auch wenn ich diesen Schrei nicht hören kann. An seinem Gesicht kann man erkennen, dass es immer lauter schreit. So als ob es weinen würde, aber aus seinen Augen flieβen keine Träne.

Die Augen voller Entsetzen weit aufgerissen.

Die Kinder starben- so berichtet Zofia Bator, eine der ehemaligen Häftlinge von Auschwitz-Birkenau- sie starben schnell. Sie sahen wie kleine Skelettchen mit groβen Köpfen, kleinen Körpern und aufgeblähten Bäuchen aus.

Sie starben vor Hunger und Ausschöpfung oder wurden auch durch SS-Leute als Arbeitsunfähige getötet.

Es kam auch manchmal vor, dass eine Frau ein Kind gebar- erzählt Matusz- aber dann wurde sie sofort mit ihrem Kind getötet. Wenn es ihr aber gelang zu überleben, musste sie sich meistens den Tod des eigenen Kindes anschauen. Es gab auch Fälle, wo die Mütter Ihre eigenen Kinder erwürgten, weil sie es nicht mehr mit anschauen konnten, wie man die Kinder behandelt.

Die nächste Szene aus dem Film: ein russischer Arzt neigt sich über dem Tisch, auf dem viele Kinderleichen liegen. Kleine und deformierte Kinder. Der Arzt hebt eine der Leichen und untersucht sie. Er macht das so schnell, als ob er eine Puppe in den Händen hätte. Er wirft sie von einer zu der anderen Hand. Die Augen des Kindes werden sich nie mehr öffnen…

Anna M. Potrzeszcz (click for the other texts of Anna)

Uebersetzung   Dominika Antosz (nantosz@wp.pl)

16:41, interjournalists , Texte auf Deutsch
Link Dodaj komentarz »
Weil die Lebenden immer das Vorrecht gegenüber den Verstorbenen haben…

Das Wecksignal um vier Uhr morgens, das laute Schlagen mit der Eisenstange gegen das Eisen durchbohrt das Trommelfell…
Der unerträglicher Lärm und das von überall kommende Stöhnen…
Anschließend schnell zur Latrine laufen, Betten in Ordnung bringen, sich in der Reihe aufstellen; danach das Zählen, ob jemand fehlt; ein miserabler Löffel mit dem komisch stinkenden Brei in der Schüssel…
Der Ausmarsch aus dem Lager, im Übergang zwischen Tag und Nacht, zu der ein paar Kilometer von ihm entfernten Arbeit, die dann etwa zwölf Stunden dauert…
Ohne Pausen, ohne Belohnung, bis zum Pfiff, der mit sich das Ende des Tages bringt…
Dann wieder der lange Weg ins Lager zurück…
Und so verläuft ein Tag nach dem anderen…
Tausendsiebenhundert Tage des Konzentrationslagers Auschwitz- Birkenau…
Das wissen wir, das können wir aus den Erlebnisberichten der Glücklichen lesen, die die Hölle überlebt haben. Wir wissen auch, wie der Alltag im Lager ausgesehen hat.

Aber was wissen wir eigentlich vom Hunger?
„Der Hunger ist dann wirklich, wenn der Mensch den anderen Menschen als ein Objekt zum Essen betrachtet“.
Können wir aber die Gewöhnlichkeit der Verbrecher und all die Umstände, die den Holocaust begleitet haben, verstehen?
„ Es gibt ein paar Leute, die den Verkehr regeln, damit es kein Getümmel gibt und die Leute flieβen wie das Wasser aus dem aufgedrehten Wasserhahn“.
Was ist dann mit diesen Leuten, die zur Ausrottung beigetragen haben; was mit Leuten aus den „Kanada“ genannten Schatzkammern des Lagers, in denen das Hab und Gut der Häftlinge gehortet wurde, oder mit denen, die an der Rampe Ihren Teil zur Selektion beigetragen haben?

„ Das waren keine bösen Leute, das waren nur daran gewöhnte Leute.“
Warum hat man den Kranken, Älteren und den Kindern nicht viel mehr geholfen? Woher kam diese allumfassende Teilnahmslosigkeit?

„Weil die Lebenden immer das Vorrecht gegenüber den Verstorbenen haben“…

Sylwia Mróz (click for the other texts by Sylwia)

Uebersetzung  Dominika Antosz

16:39, interjournalists , Texte auf Deutsch
Link Komentarze (1) »
All texts by Anna Malinowska
Anna wrote the following texts








Ania M.

Nearly 18-year-old Ania Malinowska is carefully watching the world. She is attending Carolinum secondary school in Nysa. Wearing black clothes she seems to be interested in dark side of life. But she also helps with fund-raising every year for hospitals and ill children. Sometimes she plays ghost-roles in school theatre.
Delighted by friendly ambience of student city Breslau she wants to study veterynary there.

written by Sylwia

16:06, interjournalists , Anna Malinowska
Link Dodaj komentarz »
Wielki cmentarz

Gdy przemierzam teren obozu w Auschwitz, towarzyszy mi cisza, lekki podmuch wiatru. Na niebie cały czas obecne są chmury. W głowie zbierają się myśli, które przytłaczają i skłaniają do refleksji. Nasuwają się pytania, na które i tak nikt nie udzieli nam odpowiedzi.

 

Chodząc po obozie mam wrażenie, że jest to cmentarz największy i najbardziej anonimowy jaki istnieje. To tu ginęli niewinni ludzie, matki traciły dzieci, żony mężów, ginęły całe rodziny. Aby przetrwać musieli nieustannie walczyć ze swoimi słabościami... Teraz panuje tu cisza, ludzie zwiedzający obóz są jakby nieobecni, zamyśleni, niektórzy mają łzy w oczach...

Piękne jest to, jak wielką wrażliwość ludzie okazują temu miejscu, że potrafią mu oddać należyty szacunek. Dzięki wizycie tutaj doceniamy, że możemy żyć, że jesteśmy wolni i
nikt nam nie odbiera człowieczeństwa.

Oby to miejsce i historia tych ludzi nigdy nie zginęła.

Anna Malinowska (click for the other texts by Anna)

08:30, interjournalists , Teksty po polsku
Link Komentarze (1) »
środa, 24 stycznia 2007
Normalnie żyć w Oświęcimiu

Dla przyjezdnych Oświęcim kojarzy się wyłącznie z obozem. A przecież to nie wszystko.

Domy

Ogrodzenie wokół Birkenau jest wysokie. Na górnej części ma druty kolczaste. Kiedy stoi się przy pomniku pamięci ofiar, widać przez nie w oddali dachy domów.
Nie wiem, jak można mieszkać blisko obozu, gdzie działy się takie rzeczy - dziwi się Karolina, 18 lat, uczennica liceum w Oświęcimiu. -
Ja na pewno bym nie mogła.
Kiedy pytam ją, co z historią, mówi: Nie rozmawia się o tym. Dopiero, kiedy jest jakaś rocznica. Poza tym żyje się normalnie. Normalnie, a więc: szkoła, dom, czasami zabawa.

Zabawa
A bawią się najczęściej młodzi. I mają gdzie, bo w mieście są dyskoteki, puby. Nocą miasto zaczyna tętnić życiem. A dyskoteki są takie jak wszędzie.
Tylko raz idąc wieczorem w stronę centrum miasta spotykam grupkę chłopców, stan wskazujący na spożycie. Śpiewają sobie na melodię Brown girl in the rain ot tak:
Auschwitz Birkenau, sia la la la la.
Poza tym spokój, każdy idzie w swoją stronę.

Mieszkańcy
Mieszkańcy Oświęcimia są największymi poszkodowanymi całej powojennej historii Auschwitz (...) - pisze Agnieszka Sabor w artykule Miasto naznaczone. - Nowe zagospodarowanie przestrzeni wokół obozu jest moralnym zobowiązaniem, ale czy trudno zrozumieć niepokój ludzi, którym przed laty przyznano lokale na terenie pomiędzy Auschwitz a Birkenau?

Anna M. Potrzeszcz (click for the other texts of Anna)


23:25, interjournalists , Teksty po polsku
Link Komentarze (1) »